LUNA
Wjeżdżam na sam środek. Wszystkie światła nagle zostają skierowane na moją osobę. W tle rozbrzmiewa przepiękna piosenka. I jadę! Sunę na wrotkach po gładkiej powierzchni toru wrotkarskiego. Wszystko było tak idealne! Moje ruchy, skoki, piruety. Jednak w pewnym momencie jazdy zerwał mi się z szyi mój wisiorek, który jest dla mnie bardzo ważny. Kiedy spotkał się on z powierzchnią...
- Nie! - zerwałam się z łóżka i odruchowo zaczęłam szukać wisiorka w kształcie księżyca. Uff, na szczęście był on na swoim miejscu. Przynajmniej to już mnie trochę uspokoiło.
Rozbrzmiało niegłośne pukanie do drzwi i do mojego pokoju weszła moja zastępcza mama, Monica.
- Kochanie, ty jeszcze nie gotowa?
- Przepraszam mamo, zaspałam. Dyrygentka już dzwoniła? - zapytałam w momencie kiedy szukałam w szafie ubrań na dziś.
- Mówiłam ci już, żebyś tak na nią nie mówiła - upomniała mnie mama. - Dzwoniła, i żeby to jeden raz.
- Inaczej nie da się na nią mówić. Ona ciągle za nami łazi i dyryguje nami - odparłam zbulwersowana.
- Spokojnie córeczko. Co właściwie ci się śniło, że tak długo spałaś?
- Mamo, nie uwierzysz. To był tak bardzo magiczny sen... - zaczęłam rozmarzona, przypominając sobie, co było w tym śnie. - Byłam bardzo ładnie ubrana i umalowana, byłam na dużym torze wrotkarskim i tańczyłam w rytm pięknej muzyki, która rozbrzmiewała gdzieś w tle. To wszystko tak realistycznie wyglądało.
- Ty masz zawsze magiczne sny - powiedziała mama z uśmiechem. - Ale teraz koniec pogaduszek. Porozmawiać możemy zawsze wieczorem, a teraz szykuj się, a ja ci przygotuję śniadanie.
Mama wyszła z mojego pokoju. Ja zaś się ubrałam, zrobiłam lekki makijaż i poszłam do kuchni. Zjadłam na szybko kanapkę, spakowałam do plecaka buty, założyłam wrotki i ruszyłam w kierunku baru "FUDGER WHEELS".
- Spokojnie córeczko. Co właściwie ci się śniło, że tak długo spałaś?
- Mamo, nie uwierzysz. To był tak bardzo magiczny sen... - zaczęłam rozmarzona, przypominając sobie, co było w tym śnie. - Byłam bardzo ładnie ubrana i umalowana, byłam na dużym torze wrotkarskim i tańczyłam w rytm pięknej muzyki, która rozbrzmiewała gdzieś w tle. To wszystko tak realistycznie wyglądało.
- Ty masz zawsze magiczne sny - powiedziała mama z uśmiechem. - Ale teraz koniec pogaduszek. Porozmawiać możemy zawsze wieczorem, a teraz szykuj się, a ja ci przygotuję śniadanie.
Mama wyszła z mojego pokoju. Ja zaś się ubrałam, zrobiłam lekki makijaż i poszłam do kuchni. Zjadłam na szybko kanapkę, spakowałam do plecaka buty, założyłam wrotki i ruszyłam w kierunku baru "FUDGER WHEELS".
MONICA
- Ohh, co my mamy z tą Luną - zagaiłam do swojego męża, Miguela.
- Jest ostatnio trochę roztrzepana, ale jak większość dzieci w jej wieku, więc nie ma co się martwić, kochanie - odparł i zaczął pomagać przy sprzątaniu po śniadaniu.
- Wiem, masz rację - przyznałam. - Ale i tak się o nią martwię.
- Spokojnie, nic jej nie będzie. Lepiej się przyszykujmy, bo za chwilę przyjedzie nowa właścicielka. Trzeba zobaczyć, czy wszystko jest na swoim miejscu tak jak należy i te inne rzeczy.
- To ty idź sprawdź, a ja pójdę przyszykować coś do jedzenia. Zapewne jak już przybędą, to będą głodni.
Godzinę później
Wszystko już naszykowałam i wyszłam na zewnątrz do męża. Akurat w tym momencie podjechało pod willę letniskową drogie, czarne auto. Zatrzymało się pod głównym wejściem. Z miejsca dla pasażera wysiadł mężczyzna, który tak na oko mógłby mieć z 40 lat na karku. Podszedł do tylnych drzwi, które otworzył. Pomógł wysiąść kobiecie, która była chyba trochę starsza od niego. I także wysiała młoda blondynka. Podeszli w trójkę do nas.
- To jest pani Sharon Benson, nowa właścicielka. Ta młoda dama to Ambar Smith, córka chrzestna pani Benson, a ja jestem Rej, asystent pani Benson.
- Miło nam. Ja jestem Miguel Valente, zajmuję się tym domem, a to jest moja żona, Monica Valente, specjalistka od gotowania.
- Świetnie. Jesteśmy zmęczeni podróżą. Chcielibyśmy odpocząć i coś zjeść - powiedziała pani Benson.
- Oczywiście, za chwilę podam do stołu. W między czasie Miguel pokaże pokoje i oprowadzi państwa po posiadłości.
- Dziękuję - oparła pani Benson i ruszyła do budynku za moim mężem.
- Nie mam ochoty na wykwintny obiad. Rej, zamów mi coś. Ja się przebiorę i pójdę na basen - odezwała się obojętnym tonem Ambar.
- Oczywiście panienko - po słowach Reja ruszyła do środka. - Jest tu może jakaś dobra knajpa? - zwrócił się do mnie.
- Tak, jest - podałam mu ulotkę baru, w którym pracuje Luna. - Pracuje tam moja szesnastoletnia córka.
Wziął ode mnie ulotkę i poszedł bez słowa.
- Valente, chodć tutaj! - usłyszałam głos Dyrygentki.
Dokończyłam szybko sprzątanie stolika i podjechałam do niej.
- Tak? - spytałam.
- Jest zamówienie do zawiezienia! - podała mi plecak z jedzeniem i kartkę z adresem, na którą spojrzałam dopiero jak już wyjechałam z baru.
Adres bardzo dobrze znajomy. To dziś właśnie miała przyjechać nowa właścicielka. Odkąd pamiętam mieszkam przy tej willi, którą zajmują się się moi rodzice. Mieszkamy tam w części dla personelu.
Jechałam szybko. Dyrygentka zawsze podaje nam ile mamy czasu, aby zawieść zamówienie i wrócić. Jak się nie zmieści ktoś w czasie, jest kara, którą jest oczywiście sprzątanie całego baru. Mnie się jeszcze nigdy spóźnienie nie zdarzyło. Chociaż tyle dobrze.
Po 10 minutach jazdy byłam już pod piękną posiadłością. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi, które po chwili otworzył mężczyzna ubrany w elegancki garnitur.
- Dzień dobry - zaczęłam. - Przywiozłam zamówienie.
- A, tak - wyciągnął z portfela pieniądze, które mi wręczył. - Jeśli możesz to zawieź to na tył domu. Tam będzie panienka, która sobie to wszystko zażyczyła.
- Dobrze - odpowiedziałam i pojechałam w miejsce, o którym wspomniał.
W basenie pływała sobie blondynka. Podjechałam do leżaka przy którym stał stolik i położyłam na nim plecak.
- Przywiozłam zamówienie - powiedziałam głośno, żeby dziewczyna mnie usłyszała. - Shake bananowy, frytki, nuggetsy, hamburger... - wyciągałam na stolik poszczególne rzeczy. - Smacznego życzę! - rzuciłam jak już odjeżdżałam. Dziewczyna nic nie odpowiedziała. W sumie mnie to nie obchodzi.
Wróciłam do baru kilka minut przed czasem. Porozwoziłam jeszcze inne zamówienia, posprzątałam bar i wróciłam wieczorem do domu. Rodzice już na mnie czekali z dziwnymi minami. Kiedy tylko mnie zauważyli próbowali to ukryć, że czymś się zamartwiają.
- Zmęczona? - zapytał się mnie tato.
- Tak. Stało się coś? Bo coś tacy dziwni trochę się zrobiliście.
- Ciężko stwierdzić, czy coś się stało, ale tak. Jest coś na rzeczy - tym razem odezwała się mama.
- Ta nowa właścicielka zaproponowała nam pracę, na stałe - zaczął tato.
- To świetnie, cieszę się - podeszłam do nich i ich przytuliłam.
- Jest jedno ALE.. Jeśli się zgodzimy, to będziemy musieli przeprowadzić się do Buenos Aires, a jeśli nie to nas zwolni - odezwała się mama.
- Coo? - nie mogłam w to uwierzyć. Z jednej strony nie chciałabym opuszczać Cancun, w końcu to tu się wychowałam, spędziłam całe dzieciństwo. Z drugiej jednak strony jest to ogromna szansa dla moich rodziców. Nigdy się u nas zbytnio nie przelewało, zawsze było tyle, żeby wystarczyło.
- Mamy czas do jutra, żeby dać odpowiedź pani Benson. Najpierw musieliśmy powiedzieć o tym, aby ustalić co zrobić w tej sytuacji mamy - dokończył tato. - Mówiła, że opłaci też dobrą szkołę, do której cię zapisze, a jest to naprawdę dobra szkoła z wysokim poziomem, Blake South College. Uczy się tam Ambar, córka chrzestna pani Benson.
- Nie chcę za bardzo opuszczać Cancun, w końcu się tutaj wychowałam, ale w sumie przydałby mi się wakacje od Dyrygentki - powiedziałam ze śmiechem. - W końcu to też jest dla was ogromna szansa.
- Nie tylko dla nas, bo i też dla ciebie córeczko. Załatwią ci tam większe wykształcenie niż tutaj - dorzuciła mama.
- Czyli według ciebie powinniśmy się zgodzić na tą propozycję, tak? - zapytał się mnie tato.
- Tak - odparłam.
- Kochamy cię, córeczko - powiedzieli.
- Ja też was kocham - i rzuciłam im się w ramiona.
- Zjedz sobie kolację i idź spać, a od jutra będziesz mogła się pakować. Wyjeżdżamy w czwartek...
- Wiem, masz rację - przyznałam. - Ale i tak się o nią martwię.
- Spokojnie, nic jej nie będzie. Lepiej się przyszykujmy, bo za chwilę przyjedzie nowa właścicielka. Trzeba zobaczyć, czy wszystko jest na swoim miejscu tak jak należy i te inne rzeczy.
- To ty idź sprawdź, a ja pójdę przyszykować coś do jedzenia. Zapewne jak już przybędą, to będą głodni.
Godzinę później
Wszystko już naszykowałam i wyszłam na zewnątrz do męża. Akurat w tym momencie podjechało pod willę letniskową drogie, czarne auto. Zatrzymało się pod głównym wejściem. Z miejsca dla pasażera wysiadł mężczyzna, który tak na oko mógłby mieć z 40 lat na karku. Podszedł do tylnych drzwi, które otworzył. Pomógł wysiąść kobiecie, która była chyba trochę starsza od niego. I także wysiała młoda blondynka. Podeszli w trójkę do nas.
- To jest pani Sharon Benson, nowa właścicielka. Ta młoda dama to Ambar Smith, córka chrzestna pani Benson, a ja jestem Rej, asystent pani Benson.
- Miło nam. Ja jestem Miguel Valente, zajmuję się tym domem, a to jest moja żona, Monica Valente, specjalistka od gotowania.
- Świetnie. Jesteśmy zmęczeni podróżą. Chcielibyśmy odpocząć i coś zjeść - powiedziała pani Benson.
- Oczywiście, za chwilę podam do stołu. W między czasie Miguel pokaże pokoje i oprowadzi państwa po posiadłości.
- Dziękuję - oparła pani Benson i ruszyła do budynku za moim mężem.
- Nie mam ochoty na wykwintny obiad. Rej, zamów mi coś. Ja się przebiorę i pójdę na basen - odezwała się obojętnym tonem Ambar.
- Oczywiście panienko - po słowach Reja ruszyła do środka. - Jest tu może jakaś dobra knajpa? - zwrócił się do mnie.
- Tak, jest - podałam mu ulotkę baru, w którym pracuje Luna. - Pracuje tam moja szesnastoletnia córka.
Wziął ode mnie ulotkę i poszedł bez słowa.
LUNA
Ale dyrygentka była na mnie wkurzona, jak już dotarłam do pracy. Za karę muszę zostać po zamknięciu go i posprzątać, masakra. To najgorsza rzecz na świecie, ale będę musiała to jakoś przetrwać.- Valente, chodć tutaj! - usłyszałam głos Dyrygentki.
Dokończyłam szybko sprzątanie stolika i podjechałam do niej.
- Tak? - spytałam.
- Jest zamówienie do zawiezienia! - podała mi plecak z jedzeniem i kartkę z adresem, na którą spojrzałam dopiero jak już wyjechałam z baru.
Adres bardzo dobrze znajomy. To dziś właśnie miała przyjechać nowa właścicielka. Odkąd pamiętam mieszkam przy tej willi, którą zajmują się się moi rodzice. Mieszkamy tam w części dla personelu.
Jechałam szybko. Dyrygentka zawsze podaje nam ile mamy czasu, aby zawieść zamówienie i wrócić. Jak się nie zmieści ktoś w czasie, jest kara, którą jest oczywiście sprzątanie całego baru. Mnie się jeszcze nigdy spóźnienie nie zdarzyło. Chociaż tyle dobrze.
Po 10 minutach jazdy byłam już pod piękną posiadłością. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi, które po chwili otworzył mężczyzna ubrany w elegancki garnitur.
- Dzień dobry - zaczęłam. - Przywiozłam zamówienie.
- A, tak - wyciągnął z portfela pieniądze, które mi wręczył. - Jeśli możesz to zawieź to na tył domu. Tam będzie panienka, która sobie to wszystko zażyczyła.
- Dobrze - odpowiedziałam i pojechałam w miejsce, o którym wspomniał.
W basenie pływała sobie blondynka. Podjechałam do leżaka przy którym stał stolik i położyłam na nim plecak.
- Przywiozłam zamówienie - powiedziałam głośno, żeby dziewczyna mnie usłyszała. - Shake bananowy, frytki, nuggetsy, hamburger... - wyciągałam na stolik poszczególne rzeczy. - Smacznego życzę! - rzuciłam jak już odjeżdżałam. Dziewczyna nic nie odpowiedziała. W sumie mnie to nie obchodzi.
Wróciłam do baru kilka minut przed czasem. Porozwoziłam jeszcze inne zamówienia, posprzątałam bar i wróciłam wieczorem do domu. Rodzice już na mnie czekali z dziwnymi minami. Kiedy tylko mnie zauważyli próbowali to ukryć, że czymś się zamartwiają.
- Zmęczona? - zapytał się mnie tato.
- Tak. Stało się coś? Bo coś tacy dziwni trochę się zrobiliście.
- Ciężko stwierdzić, czy coś się stało, ale tak. Jest coś na rzeczy - tym razem odezwała się mama.
- Ta nowa właścicielka zaproponowała nam pracę, na stałe - zaczął tato.
- To świetnie, cieszę się - podeszłam do nich i ich przytuliłam.
- Jest jedno ALE.. Jeśli się zgodzimy, to będziemy musieli przeprowadzić się do Buenos Aires, a jeśli nie to nas zwolni - odezwała się mama.
- Coo? - nie mogłam w to uwierzyć. Z jednej strony nie chciałabym opuszczać Cancun, w końcu to tu się wychowałam, spędziłam całe dzieciństwo. Z drugiej jednak strony jest to ogromna szansa dla moich rodziców. Nigdy się u nas zbytnio nie przelewało, zawsze było tyle, żeby wystarczyło.
- Mamy czas do jutra, żeby dać odpowiedź pani Benson. Najpierw musieliśmy powiedzieć o tym, aby ustalić co zrobić w tej sytuacji mamy - dokończył tato. - Mówiła, że opłaci też dobrą szkołę, do której cię zapisze, a jest to naprawdę dobra szkoła z wysokim poziomem, Blake South College. Uczy się tam Ambar, córka chrzestna pani Benson.
- Nie chcę za bardzo opuszczać Cancun, w końcu się tutaj wychowałam, ale w sumie przydałby mi się wakacje od Dyrygentki - powiedziałam ze śmiechem. - W końcu to też jest dla was ogromna szansa.
- Nie tylko dla nas, bo i też dla ciebie córeczko. Załatwią ci tam większe wykształcenie niż tutaj - dorzuciła mama.
- Czyli według ciebie powinniśmy się zgodzić na tą propozycję, tak? - zapytał się mnie tato.
- Tak - odparłam.
- Kochamy cię, córeczko - powiedzieli.
- Ja też was kocham - i rzuciłam im się w ramiona.
- Zjedz sobie kolację i idź spać, a od jutra będziesz mogła się pakować. Wyjeżdżamy w czwartek...
--------------------------------------------------------------------------------
Witam was wszystkich bardzo serdecznie! Takim oto okropnym prologiem rozpoczynam historię 16-letniej Luny Valente! Będzie ona oczywiście o Lunie i Simonie, ale nie tylko o nich, bo o wszystkich w każdym bądź razie.
Czemu akurat Simon, a nie Matteo?
Odpowiedź jest prosta: bardziej lubię Simona.. Jest nieśmiały, przez co jest bardzo słodki i przede wszystkim kocha szczerze Lunę..
A Matteo? Taki sobie.. Zakład o dziewczynę? Chore... Niech on sb będzie z tą swoją Ambar, a od Luny niech się odczepi xdd
Pozdreki ;**
Venneya
Hej , świetny początek !
OdpowiedzUsuńCo prawda jestem za Matteo ,ale to na pewno będzie się też dobrze czytało :)
Zapraszam do mnie już od sierpnia pojawią się posty o soy Lunie ---->nahsi22.blogspot.com
Idealny *-*
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie na historię o serialu "Soy Luna" której jeszcze nikt nie widział na polskim bloggerze ;)
http://story-by-livia.blogspot.com
Livia xoxoxo